"Buy for me" to zdanie w Azji słyszy się najczęściej. Ludzie, często dzieci zdaniem z takim błędem przekonują turystów żeby u nich kupować. Jednak to zdania ma sens. Bardzo często kupuje się rzeczywiście dla nich. Albo z litości albo zeby się mówiąc kolokwialnie - odczepili.
Jak można odmówić dziecku, które od najmłodszych lat wysyłane jest żeby nagabywać turystów. Często brudne z uwieszonym młodszym rodzeństwem na plecach. Wtedy "buy for me" nabiera innego znaczenia.
Wielu z nas (mam na myśli exchange students) współczuła na początku bardzo wszystkim tym ludziom i bardzo często kupowaliśmy te rzeczy robione przez nich a niestety bezużyteczne. Po czasie jednak spotkałam się z wieloma kontrowersyjnymi opiniami, łącznie z taką, że Ci ludzie są leniwi i nie chce im się pracować. Myślę, że absolutnie nie można generalizować ale niestety jest w tym ziarnsko prawdy. Mentalność ludzi w Azji Płd Wsch jest dość specyficzna. Siedzą oni całymi dniami na ulicach sprzedając w większosci takie same towary na ciagnacych się kilometrami straganach. I nikomu nie przyjdzie do głowy ze moze turysci chetniej kupiliby lody czy zimne napoje niz np setna zrobiona recznie torebeczke czy husteczke:)
Ma to swój urok, tylko przecież sprawia, że ludzie Ci nie mają z czego zyć. A wierzcie mi mogliby bardzo korzystać z popularności jaką maja ich kraje wsród turystów...
środa, 16 kwietnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz