wtorek, 15 stycznia 2008

Malezja-Kuala Lumpur

W poprzednich postach opisałyśmy jak znalazłyśmy mieszkanie i zaczęłysmy poznawać środowisko exchangów:)

W ciągu pierwszych tygodni udało nam sie poznać ich nieco bliżej. Głównie dzięki wspólnemu wyjazdowi do Malezji. Pojechało nas tam około 40 osób. Ja, Monika i Mikołaj oczywiście jak zawsze mieliśmy przy tym troszkę więcej zachodu niż cała reszta ekipy:) musieliśmy cały wyjazd zorganizowć sobie we własnym zakresie, a nie przez biuro podróży, jak reszta obcokrajowców. Ostatecznie zdecydowalismy sie jechać we czwartek wieczorem (wyjazd był o 8 rano w piątek). Byliśmy tak przygotowani, że na miejscu nie mieliśmy żadnej lokalnej waluty (nawet na taksówke) :) pierwsza nasza wyprawa była więc oczywiście w kierunku bankomatu:)


Według strony internetowej hotel, w którym mieszkaliśmy był hotelem pięciogwiazdkowym, z czym zresztą ośmieliłyśmy się polemizować:) charakterystyczny zapaszek na korytarzach, zapuszczone łazienki itp. raczej nie dodaja mu uroku (za to te zdjęcia na stronie dodaja go trochę za duzo:) )

W każdym razie i tak hotel ten standardem przewyższał to czego sie spodziewałyśmy po pobycie w Azji, ale wszystko w swoim czasie:)

Piatek zaczęlismy od zwiedzenia KL. Wybralismy się w 40 osób na zwiedzanie Twin Towers, wieży telewizyjnej oraz Little India. jak można sie było spodziewać tak wielkiej grupy nie da się opanować. Rozdzieliliśmy się prawie na samym początku. W poprzednim postach nie pisałyśmy wam nic o taksówkarzach czy to singapurskich czy to malezyjskich:) bardzo ciekawy temat, tak samo jak sposób ich jazdy. Nie wiem ile razy bylismy już bliscy wypadku, w każdym razie bardzo często byliśmy daleko od wytłumaczenia im gdzie maja jechać:) tutaj aby jeżdzić taksówką nie potrzebna jest chyba znajomośc planu miasta!! Bardziej przydaje się telefon komórkowy, z którego taki taksówkarz dzwoni co najmniej 3 razy aby dowiedzieć się gdzie musi się udać:) włączanie kierunkowskazów w czasie zmiany pasów ruchu w ogóle nie ma tu miejsca. W Malezji nawet przejście przez ulicę łączy się ze spora dawka adrenaliny. To samochód ma zawsze pierwszeństwo. Nawet na pasach dla pieszych:) Jeśli chodzi o inne atrakcje KL to jest ich juz raczej niewiele. Zdaniem przewodników warto jest odwiedzić jaskinie znajdujące sie zaraz koło miasta. Moim zdaniem warte są zobaczenia tylko po to, aby przekonać się jak bardzo Malezyjczycy lubią kicz. Główną atrakcją tej jaskini jest wysoki na kilkanaście metrów posążek bożka. Ma on tylko półtora roku-prawdziwy zabytek:) Zaraz za nim znajduje się wejście do jaskini, a raczej dużej groty. Nic szczególnego...wyjątkowi są za to jej mieszkańcy-małpy. Jedna z nich była prawdziwym fenomenem, nie tylko potrafila dośc celnie rzucać kokosami, ale co najważniejsze pić colę wyjęta ze śmietnika. Reszta naszego wyjazdu to głównie targowanie się ze sprzedawcami w Chinatown. Oczywiście w Chinatown w KL zakupiłyśmy plecaki na wyprawy po Wietnamie i Kambodży :) Ten ogromny targ jest jedną z głównych atrakcji tego miasta, liczba podróbek na metrze kwadratowym jest rekordowa. Można kupić polo Lacoste czy torebke Coach'a za groszę i muszę przyznać, że jakość podróbek jest niezła:) Wszyscy exchange students się obkupili i szpanujemy teraz w Singu firmowymi ciuchami hehe:) Wieczorem oczywiście zwiedzanie barów i klubów, co za miła niespodzianka, gdy gdzieś za granicą jest wreszcie taniej niż w Polsce:)
W KL spotkałyśmy się ze zjawiskiem Lady Boys na naprawdę szerokoą skalę. Ci faceci przebrani za kobiety wpędzali naszych "facetów" z wymiany do grobu. Jak to Mikołaj stwierdził, teraz nie będzie najpierw patrzył na biust tylko czy kobieta nie ma przypadkiem jabłka Adama:P W ostatniej fazie wieczoru znależliśmy się w barze o nazwie Sky Bar:) znajdował się na 33 piętrze luksusowego hotelu. Bar po środku miał basen, z którego niektórzy nasi znajomi postanowili skorzystać, gdy nad ranem zamykano bar:) na początku myślałam, że obsługa podbiega do nich, aby wyrzucić ich za drzwi...nie doceniłam ich poczucia humoru;) wszyscy gratulowali im wyczynu, przynosili ręczniki, klepali po plecach:)

hehe wyjazd z ludźmi z wymiany zawsze jest świetny, gdziekolwiek się jedzie, ale trzeba przyznać, że Malezja jest naprawdę piękna. Bujna roślinność, palmy, piękne krajobrazy, uroczy ludzie a nawet wspaniale drogi (! gdzie była Polska ?). Wrócimy jeszcze do Malezji na pewno, aby poznać ją bliżej. Zwłaszcz część wyspową. Ten wyjazd akurat miał na celu zwiedzenie stolicy i poznanie innych osób z wymiany. Oba cele zostały oczywiście zrealizowane:)

ASIA

Brak komentarzy: