poniedziałek, 10 marca 2008

TAJLANDIA - Kanchanaburi i Sukothai

Monika:

Przygoda pt "Tajlandia" rozpoczeła się 21 lutego na lotnisku. Udaliśmy się tam grupą 12 osób. Co jak się później okazało miało swoje dobre i złe strony:)

Niestety Polacy jak zwykle musieli się wyróżnić. Jako jeden z 19 krajów na świecie potrzebujemy wizy przy wjeździe do tego kraju. Pomijam już koszt, 1000 bathów czyli ok 80 PLN. Najśmieszniejsza była jednak obsługa:P dostawało się kartonik z numerkiem obklejony taśmą klejącą i won do kolejki! Ależ mieli ubaw z nas wszyscy exchange, którzy kulturalnie przechodzili standardową kontrolę paszportową.


Od samego początku naszy postanowieniem było zwiedzanie północnej części kraju. Jeszcze tego samego dnia nasza wspaniala grupa wynajęła vana i udaliśmy się na floating market. Jak się później okazało ten van miał być najbardziej komfortowym środkiem transportu jakim dane nam było podróżować przez najbliższe 10 dni! Floating Market, w wolnym tłumaczeniu market pływający to urocza odmiana robienia zakupów, która czyni go jednak rynkiem producenta:) Bowiem sprzedawcy wyposażeni są w kijaszki, którymi przyciągają sobie dowolnie wybrane łódeczki, oczywiście zawsze chętniej te z białymi turystami na pokładzie. Poza tym, że handluje się pływając na łódeczce, floating market jest do bólu typowym tajskim rynkiem, tak samo nas nabierali i tyle samo czasu musieliśmy spędzić na targowaniu się. Nawet o kiść bananów:)

Ten sam arcywygodny van zawiózł nas do Kanchanaburii. Co jest ciekawego w tym miasteczku? Jak się później okazało NIC. No może poza słynnym mostem na rzece Kwai. Zostaliśmy jednak w przemiłym guest house i wreszcie zrozumielismy czym są niskie ceny w Azji:) W hoteliku jednak na nasze nieszczęście była Pani organizująca wycieczki dla turystów do pobliskiego parku narodowego aby obejrzeć 9 wodospadów. Ulegliśmy. Moim zdaniem ta wycieczka była stratą czasu, biorąc pod uwagę ile jest pięknych miejsc w Tajlandii. Ale nie da się ukryć, że kąpiel u stóp wodospadu w przejrzystej wodzie, miała swój urok:)

Z Kanchanaburi wzieliśmy mniej wygodnego vana (niższy komfort polegał na tym, ze auto było 11 osobowe a nas było 12, więc ktoś był poszkodowany) i udaliśmy się do Sukothai. Nie chce tu nikogo zanudzać historią Tajlandii, więc wspomnę tylko, że dynastia Sukothai nazwana jest "złotym wiekiem Tajlandii", podczas jej trwania rozpowszechniono na przykład w architekturze styl Sukothai (można go podziwiać m.in. na moich fotkach, zachował się głównie w światyniach i pomnikach Buddy). Te najbardziej znane pomniki Buddy pochodzą właśnie z tego okresu.Sukothai zwiedzaliśmy na rowerach. Mimo, że jest to skrajnie turystyczne miejsce, nic nie jest w stanie popsuć jego uroku i potęgi. No ale to trzeba zobaczyć...








Brak komentarzy: