poniedziałek, 24 marca 2008

Wietnam: Hoi An oraz Ho Chi Minh (Sajgon)

Monika:

Z Hanoi, po 4 dniach intensywnego zwiedzania północy złapałyśmy nocny pociąg i pognałyśy na południe. W Wietnamie pociągi dzielą się na 2 kasy: soft beds lub hard beds. Obie klasy są niewygodne , co nijak ma się do wysokiej ceny biletów (Hanoi-Hoi An=64 USD:/).

Rzecz jasna w pociągu próbowano nas okraść itd ale jako sprytne Polki się nie dałyśmy:)

Hoi An przywitało nas nareszcie piękna pogodą. I szczerze mówiąc można poczuć pewną różnicę między komunistyczna północą a bardziej liberalnym południem. Przede wszystkim zabudowa nie jest taka szara i betonowa a ludzie są bardziej uśmiechnięci i zrelaksowani.

Generalnie w Wietnamie daje się odczuć propagandę komunistyczną ale na mniejszą skalę niż to miało miejsce np w PRL (wiem z opowieści rodziców:). W pociągach puszczają propagandowe wystąpienia, wszędzie wisza plakaty Ho Chi Minha a na ulicach propagandowe plakaty z hasłami komunistycznymi. W sklepach jest jednak sporo innych artykułow poza octem:)

Hoi An w przeszłości było centrum kulturowym i intelektualnym. Teraz jest centrum turystyczny ale wciąż zachowało niepowtarzalny klimat i urok. Cała zabudowa miasteczka jest utrzymana w żółtych ciepłych barwach. Jest tam niezliczona ilość małych kawiarenek, restauracji czy galerii. Można np uszyć sobie płaszcz za 30 USD, czego nie omieszkałyśmy uczynić. Co ciekawe potrafią uszyć płaszcz w ciągu 24 godzin! Całe rodziny pracują szyjąc ubrania i buty. Inne rodziny malują piękne ikony czy rzeźbią. I muszę przyznać, ze są to rzeczy najwyższej jakości i bardzo stylowe. Więc jak już człowiek kupi piękny obraz czy ręcznie haftowany szal, zje przepyszne wietnamskie spring rollsy, kupi bury na miarę i płaszcz, wtedy można zrelaksować się na oddalonej o 10 minut jazdy na rowerze-plaży:))

Niespełna półgodziny drogi od Hoi An, zwiedziłyśmy My Son. Są to ruiny starożytnych Świątyni. W zasadzie w ostatnim czasie widziałam wiele ruin Świątyń więc nie zrobiły na mnie jakiegoś niesamowitego wrażenia. Natomiast miłym akcentem był niewątpliwie fakt, że to polski archelog i architekt -Kazimierz Kwiatkowski; odkrył i częściowo zrekonstruował to piękne miejsce. Zrekonstruował bo Amerykanie nie oszczędzali niestety zabytków podczas wojny.

Z Hoi An udalismy sie do Sajgonu. Tzn teraz zakazane jest uzywanie tej nazwy dla miasta, jako ze uncle Ho Chi, postanowił, w nagrodę za swe zasługi przechrzcić miasto i nazwać je Ho Chi Minh Citi...

Sajgon jest miastem bardziej niż azjatyckim. W zasadzie nie ma tam niczego ladnego w podstawowym znczeniu tego słowa, ale wszyscy są zachwyceni:) Dla mnie najciekawszym przeżyciem było z pewnością przechodzenie przez ulicę. Jeżeli kiedykolwiek Wam się wydawało, że na przejściu dla pieszych macie pierwszeństwo, zwłaszcza jeśli znajdujecie się na jego środku, to się myliliście. Nie istnieje w Sajgonie pojęcie przepuszczenia pieszych:) Nieskończona ilość pojazdów mknie po tym zakorkowanym mieście. Jeżeli więc zdarzy się, że musicie przejść przez ulicę, jest tylko jeden sposób: "zamknąć oczy i liczyć, że Cię wyminą" powiedział poznany Wietnamczyk.

Czy będę opisywać, co tam zwiedzaliśmy? Chyba nie, bo w ciągu jednego dnia oprócz tuneli udało nam się zobaczyć mało ciekawy Reunification Palace - okropny pomnik wietnamskiego komunizmu, szybko stamtąd uciekałyśmy:)

Bardzo ciekawe natomiast było zwiedzanie Cu Chi Tunnels. To 250 km2 tuneli zbudowanych by utrudniać życie Amerykanom. O ile pod względem teczniczym, miejsce budzi respekt; o tyle propagandowa aura, która je otacza jest delikatnie mówiąc irytująca.

Przede wszystkim film wyświatlany przed rozpocząciem zwiedzania, to w głównej bierze opisywanie kto zabił więcej Amerykańskich żółnierzy i kto zrobił to jak najbrutalniej. Nie więc dziwnego, że Amerykańscy turyści wychodzili. Ponadto w tunnels można zobaczyć niezliczone ilości pułapek, jakie Wietnamczycy zasadzali na Amerykanów... W stylu krzeseł zamykających się jak paszcza rekina czy dziur w ziemi z kolcami w środku. Wrzuce na youtuba filmiki o pułapkach. Zdumiewające jest jak Ci ludzie miesiącami żyli w tych tunelach, my weszłyśmy do tunelu o realnej wielkości (bo jest też zbudowany większy, dla amerykańskich turysów, którzy się nie zmieścili:) i było cięzko przejść nawet te kilkaset metrów pod ziemią na kuckach, strasznie to męczące!

Sajgon jest bardzo klimatycznym miejscem, do któego z pewnością będę chciała wrócić...

Brak komentarzy: